Albania – 2012

Albania (VI 2012)

CZWARTEK

Dziś ruszamy. Do granicy jadą z nami Dano i Kris.
Kilometry mijają szybko, po 750km jesteśmy w Zell am Zee. U podnóża Grossglockner. Droga ładna choć nudna bo cały czas autostradą. Nocujemy w prywatnej kwaterze gdzie Zofija kradnie nam marchewki.

PIĄTEK
Dziś wielki dzień i 1000 zakrętów. Po drodze mijamy rowerzystów, skuterzystów i motocyklistów. Nie da się opisać widoków, trzeba to zobaczyć na własne oczy. Po 500km docieramy do Plitwickich Jezior. Zdążamy 10 minut przed meczem otwarcia. Nasza gospodyni sprzedaje nam śliwowice i tym sposobem plan zrealizowany jest w 100% i rozmowy przeciągają się do późnych godzin nocnych.

SOBOTA
Rano zwiedzamy Plitwickie jeziora, a później docieramy po 380km nad adriatyk i rozbijamy namioty.

NIEDZIELA
Dziś pauza. Kąpiemy się i spożywamy od rana. Wasze zdrowie! W Chorwacji pełna mobilizacja przed meczem. Robimy zakłady o wynik. Ciekawe jaki będzie….
Chorwacja wygrała więc przegraliśmy zakłady.

PONIEDZIAŁEK
Ruszamy do Dubrownika. Prócz ciekawego miejsca nic się nie dzieje. Kąpiemy się paży i idziemy wcześnie spać.

WTOREK
Za Dubrownikiem szybko kończy się cywilizacja i wjeżdżamy do Czarnogóry. Zwiedzamy Kotor i pstrykamy zdjęcia we Świętym Stefanie. Trochę się gubimy ale w końcu docieramy do Albanii.
Pierwsze wrażenia pozytywne ale później coraz gorzej…. Na zdjęciach widać o co chodzi. Na zdjęciach nie widać tylko tego że mecz oglądaliśmy w kawałkach bo co chwilę wyłączali prąd.

ŚRODA
Ruszamy w wydawało by się najkrótszy odcinek namszej podróży czyli około 250km drogami Albanii. Zrobiliśmy troszkę więcej bo 270km i zajęło nam to bagatela 12 i pół godziny prawdziwego off-roadu. W Polsce takie drogi oznaczone są jako piesze szlaki górskie. Ale było wspaniale! Nic nam ani motorom się nie stało (poza tym że Marcin zgubił telefon – (to info dla mamy) nie dzwonić!. Śpimy nad jeziorem Ohridzkim jeszcze w Albanii.

CZWARTEK
Rano myjemy motory i całą resztę, a potem nadganiamy przez Macedonie i Serbię. Dziś 500km. Śpimy gdzieś przed granicą rumuńską. Zmęczeni jak konie bo wyścigu, nie mamy siły na nic, zresztą tak i tak, nie ma co zwiedzać. Nawet za bardzo nie pamiętamy nazwy miasta… coś w stylu Zjajcar??? Jemy szybką kolację i śpimy jak susły do rana, na szczęście z daleka od hałasu

PIĄTEK
Rano szybka pobudka i po 100km zjeżdżamy w dolinę Dunaju. Ponieważ na tej wysokości rzeka pięknie meandruje utworzono tu park krajobrazowy. Jest co podziwiać więc droga się nie dłuży. Granica to wielka elektrownia wodna na Dunaju. Połowa tamy Serbska, a połowa Rumuńska, ciekawy widok bo za środkiem rzeki zmieniają się urządzenia, widać każdy naród miał swój pomysł na tą budowlę. Po stronie Rumuńskiej czujemy się prawie jak w domu, widać że pieniądze unijne docierają również  i tu. Co z tego kiedy natężenie ruchu wzrasta do granic przepustowości i poruszamy się żółwim tempem wdychając spaliny ciężarówek. Szybko znajdujemy boczną „żółtą” drogę na skróty. Pomni wrażeń z Albanii mamy pewne obawy co do bocznych dróg, okazują się one jednak na wyrost i po kilku chwilach mkniemy pięknymi zakrętami na nowiutkim asfalcie. Widoków może nie za wiele ale zakręty robią wrażenie. Po kolejnych kilkuset kilometrach dojeżdżamy do Arad gdzie spotykamy się z naszymi skoczowskimi Rumunkami czyli Danem i Brylantem. Kolacja trwa do jutra.

SOBOTA
Nieśpieszno startujemy do drogi zaczynając dzień od sesji foto. Potem już tylko węgierskie autostrady i stajemy gdzieś na Słowacji by obejrzeć mecz ostatniej szansy Polska-Czech. Niestety wyszło jak zwykle ale Słowacy niczym się nie przejmują i pomimo naszego zaciętego kibicowania szybko znajdujemy wspólny język.

NIEDZIELA

Pomimo rannych niezbyt zwycięskich nastrojów czujemy już zapach obiadu i na 1400 jesteśmy w Skoczowie.

W sumie zrobiliśmy około 4500km.
Zakrętów było więcej niż w sumie na naszych poprzednich 3 dużych wyjazdach.
Po wizycie w Albanii cieszymy się że mieszkamy w Polsce.
Czyli cele zrealizowane w 100%

Zimą, a może już jesienią uzupełnimy opis o szczegóły. Tymczasem planujemy już trasę na przyszły rok!

Wszyscy mówią Albania to ostatni dziki kraj w Europie…
Podróż zaczynamy 07.06.2012
Znów 4000km ale pewnie lepsze drogi i ciekawsze miejsca.

W planie trasa przez:
Austrię
Glossglockner
Włochy
Chorwację
Jeziora plitwickie
Sibenik
Split
Dubrownik
Albanię
Tirana
Czarnogórę
Kotor
Sveti Stefan
Stary Bar
Macedonię
Serbię
Rumunię
Węgry
Słowację

Zarys trasy:


Pokaż Albania na większej mapie

Komentarze są wyłączone.