Bieszczady – 2010

Bieszczady (X 2010)

To nasz ostatni wyjazd w tym roku.  Decydujemy się na Bieszczady, bo wiadomo że jesienią są najpiękniejsze.
Wyjeżdżamy o 7 rano i nie jest ciepło. 3st C i mgła to nie to o czym marzymy. W Nowym Sączu ubieramy się bo zimo konsumując żurek i jedziemy dalej. Na szczęście ruch niewielki a widoki wspaniałe. Dalsze 200km mija w skupieniu byle tylko nie zaliczyć poślizgu na mokrej nawierzchni. I tak mogło być gorzej, przecież nie pada.

60km przed Duklą, w głębokim lesie, VFRa traci prąd. W około piękne okolice ale do serwisu w sobotę chyba nie dojedziemy. Szybka zmiana akumulatora z Fazerem i jedziemy dalej. Aku starcza na 40km. Zmiana, kolejna zmiana i jesteśmy w Cisnej. Tam kwaterujemy się w agroturystyce ze 40zł/os i zwiedzamy pomnik „socjalistycznych bohaterów”. Istnieje pewnie tylko dlatego że znajduj się prawie na końcu świata. Choć historia z nim związana jest wstrząsająca.

20101002119

Okazuje się ze w naszej agroturystyce funkcjonuje sauna, więc zapobiegliwie korzystamy.

Sobota to objazd pętli bieszczadzkiej. Z Cisnej, do Ustrzyk Górnych, trochę off-roadu z drodze do potem zapora Solińska i powrót do sauny. Niestety pogoda nie rozpieszcza i nie jest nam dane podziwiać pięknych bieszczadzkich połonin. Są zakryte chmurami… Niechybnie to zaproszenie do następnej wizyty w Bieszczadach. Jakimś dziwnym trafem VFR objeżdża  całą trasą raptem na 2 wymianach akumulatora.

DSCN1967

Rano wita nas przepiękna pogoda – 3 st C i lód na siodełkach. Słońce jednak szybko nas ogrzewa i pędzimy do domu na złamanie karku. Co prawda wydłużamy całkiem nieświadomie drogę jadąc przez Szczawnicę na Nowy Targ, ale droga wzdłuż Dunajca jest przepiękna i nie żałujemy dodatkowych kilometrów. Potem trochę szaleństwa na wirażach zakopianki, ale to już ostatnie winke w roku.

W sumie przejechaliśmy ich około 900. Humory do końca psuła VFRka, pożerając prąd w tempie spawarki oporowej. Winny okazał się „padnięty” alternator.

Komentarze są wyłączone.