Krym – 2011

Krym (VI 2011)

PIĄTEK
Wyruszyliśmy zgodnie z planem w deszczu. Przed granicą spotykamy kolegów ze Skoczowa Danka i Brylanta (Niech żyje Verona). Też jadą na Krym. Na granicy nasz urok osobisty pozwolił wyrobić się w godzince. Za granicą nowa rzeczywistość i stare drogi na euro. Nasze plany na 800km w jeden dzień legły w gruzach. Na szczęście wymówić możemy się na deszcz który padał non-stop i pozwolił na hotel już po 550km. Mimo wszystko humory dopisują i atmosfera „nemirowska”.

SOBOTA
Rano znowu pada po 2 Apapy i w drogę. Po trzecim rozbieraniu się w przeciwdeszczówek w końcu robi się słonecznie (14:00). Teraz zaczyna się jazda. Oczywiście od razu powitanie z Milicją i 40 zł w plecy. Na szczęście dzielimy to na 4.  Czyli tanio. Ze szczęśliwym posiadaczem naszych 100 hrywien robimy pamiątkowe zdjęcie.

Od tej chwili ze zdwojonym wysiłkiem nadrabiamy stracone minuty. Udaje nam się zjeść mało smaczną rybkę w towarzystwie psów i po 760km uzupełniamy kalorie piwem i filetem z kurczaka. Jutro część dalsza. Planujemy namioty.
Zrobiliśmy 760km

NIEDZIELA
Po dłuższych poszukiwaniach udaje nam się trafić na dziką plażę. Rozbijamy namioty i zaczynamy integrację. Integracja trwa do wczesnych godzin rannych.
Zrobiliśmy 420km

PONIEDZIAŁEK
Po porannym bólu głowy i szybkim śniadaniu wracamy do naszej motocyklowej codzienności. W planach zwiedzanie Twierdzy w Sudaku i przejazd malowniczymi górami w okolice Jałty.
Zrobiliśmy 120km

WTOREK
Kolejny dzień poświęcamy na relaks / czyli to co Mazi lubi najbardziej/. W dniu dzisiejszym robimy pamiątkowe zdjęcia w Jaskółczym Gnieździe i przechadzamy się promenadą podziwiając zacumowane jachty w centrum Jałty.
Zrobiliśmy 50km

ŚRODA
Uwaga !!!!!!!
1h temu Wica ukąsiła pszczoła . Nie obyło się bez pomocy lekarskiej/ jest uczulony na jad tych owadów/. Po podaniu kilku zastrzyków   /3 szt/ Rafał dochodzi do siebie. A my korzystamy i w McDonaldzie uzupełniamy braki na stronie. Po dwóch godzinach kontynuujemy dalszą jazdę. W planach przejazd przez góry do Czufut Kale gdzie zwiedzamy skalne miasto i skalną cerkiew. W uzupełnieniu naszego opisu całego dnia nie można ominąć dzwonka Wicka. Niestety owiewka będzie do malowania.
Zrobiliśmy  110km

 ​

CZWARTEK
Wstajemy o 7.00 śniadanie organizujemy w własnym zakresie. Sympatyczna Pani u której nocujemy użycza nam kuchni. Dziś w planie zwiedzanie Pałac Chanów – zakończone sukcesem i niestety od teraz  już wracamy. Nocujemy w znanym nam już hotelu w miejscowości Mikołołajew. Jutro w planach dotarcie do Kamieńca Podolskiego / 580 km/ – Będzie ciężko.
Zrobiliśmy 360km

PIĄTEK

Zrobiliśmy 650km
Te kilometry zajęły nam 13godzin. Jednogłośnie MOchylew wygrał konkurs dziur. Tzn ilość dziur przekraczała powierzchnie asfaltu. Buły nawet dziury w dziurach. Nie wspominamy najlepiej tych kilometrów, bo wpatrywanie się 10m przed motocykl nie można nazwać podziwianiem widoków.
Więc poza dziurami nic ciekawego nie widzieliśmy. Acha było 35 st C. Więc byliśmy mokrzy jak po deszczu.

SOBOTA

Dziś zwiedzanie polskich zamków w Kamieńcu Podolskim i Chocimiu. To chyba najlepiej zachowane polskie Zamki z tego okresu w ogóle. Potem 300km dziur i obiad w ukraińskim Zakopanym czyli Jaremszy. Spaliśmy nie wiadomo gdzie, ale gdzieś na granicy z Rumunią. Wieczorem integracja z tubylcami.

Zrobiliśmy 350km

NIEDZIELA

Dziś powrót do Europy czyli 2 godziny na granicy. Spotkaliśmy angielską parę w wieku około 60lat. Którzy właśnie wracali na 2 motocyklach po dziesięciu tygodniach podróży po stanach byłego ZSSR. Zrobili 6 tys kilometrów, a na nas wielkie wrażenie! I zazdrość!
Śpimy w marnym zajeździe na Słowacji wśród rumuńskich dzieci.

Zrobiliśmy 300km

PONIEDZIAŁEK

Dziś chcemy dojechać do naszych kobiet (Podobno się stęskniły).

GALERIA



Pokaż Krym na większej mapie

Komentarze są wyłączone.