Mołdawia IX 2014

W tym roku wyruszyliśmy 5 września i za cel obraliśmy Mołdawię oraz Deltę Dunaju. Polskę potraktowaliśmy bardzo tranzytowo i  kierując swoje motocykle w stronę Rzeszowa dotarliśmy do granicy z Ukrainą na przejście Korczowa. Po sprawnej odprawie granicznej i kilku godzinach jazdy zameldowaliśmy się w Tarnopolu, gdzie mieliśmy pierwszy postój z noclegiem na Ukrainie. Tego dnia udało się pokonać 627 km. Następny postój to oddalona o 337 km od Tarnopola znajdująca się już na terenie Mołdawii – Soroca.

Mołdawia okazała się światem ogromnych kontrastów. Fantastyczny nowy asfalt ufundowany przez amerykański fundusz niewiadomego pochodzenia, na jedynej asfaltowej  trasie do Kiszyniowa, pędzące po niej Porsche, my, i galopujące konie z wozami. Ludzie okazali się bardzo mili i przyjaźni mówiący po rosyjsku (nie wiadomo czy jeszcze pamiętający system radziecki, czy już w oczekiwaniu na nowy tez „carski”). Pozdrawiali nas zawsze i wszędzie. Machając i trąbiąc, początkowo wywoływali u nas niepokój. W Austrii klakson jest raczej wyrazem dezaprobaty. Tutaj wręcz przeciwnie.

Trzeciego dnia po nie do końca udanym zwiedzeniu słynnych winnic…… i przejechaniu 318 km zatrzymaliśmy się w miejscowości Comrat. Trzeba wspomnieć, że nawigacja w Mołdawii jest utrudniona. Drogowskazy praktycznie nie istnieją, a przynajmniej nie tam, gdzie są potrzebne. Jazda odbywa się na tzw. czuja. Nocleg w Comracie okazał się strzałem w przysłowiową „dziesiątkę”. Pyszne i nieeuropejskie, niesmakujące „biedronką” jedzenie i nocleg z sauną za 35zł to coś, co lubimy. Zwłaszcza cena  nas ucieszyła. Tego wieczoru poznaliśmy życzliwość miejscowych i regionalne trunki oczywiście w małych ilościach.

Atmosfera rosła z każdą godziną. I już kolejnego dnia zameldowaliśmy się w Mahmundi nad Deltą Dunaju. Razem z przekroczeniem Granicy Mołdawsko-Rumuńskiej oraz przepłynięciem promem przez Dunaj zajęło nam to około 9h. Przejechaliśmy 254 km. Chwila refleksji, na jaką sobie tego wieczoru pozwoliliśmy, uświadomiła nam, że temperatury rosły odwrotnie proporcjonalnie do cen paliwa. 15, 30, 38 to temperatura, a 5.5, 4, 3.5 to ceny paliwa.

Dopiero Rumunia okazała się zaskoczeniem, jeśli chodzi o cenę paliwa (6,20zł/l), natomiast temperatura była nadal wspaniała. Piąty dzień to odpoczynek i zwiedzanie, a raczej meandrowanie niezliczonymi kanałami Delty Dunaju. W podróż zabrał nas swoją łódką poznany poprzedniego wieczoru mówiący po ukraińsku Rumun Dimitri. Wrażenia okazały się bezcenne, a piękno przyrody raczej nie do opisania przez percepcje przeciętnego motocyklisty :).

Po wrażeniach natury bardziej estetycznej czas na coś dla prawdziwych motocyklistów. Opuszczamy Deltę Dunaju i pokonując 498 km dojeżdżamy do Curte De Arges u podnóża trasy Transfogarskiej. Dzień siódmy dał nam wiele satysfakcji. Pokonaliśmy Transfogarską i Transalpinę jednego dnia. Tyle zakrętów na słynnej 7C musiało usatysfakcjonować wszystkich i po przejechaniu 355 km zatrzymaliśmy się w pensjonacie nad jeziorem o wdzięcznej nazwie „Lacul Oasa” na wysokości około 1650 m n.p.m. Kolejny dzień to zjazd z gór i pomykanie w kierunku granicy Rumuńsko-Węgierskiej. Tego dnia pokonaliśmy 290 km, a słońce i piękna pogoda znikały wraz z końcem 8-go dnia naszej wyprawy.

Dzień 9 przywitał  nas lekkim deszczykiem, ale przyzwyczajeni do ciepła postanowiliśmy gumy zostawić głęboko w kufrach, bo przecież to zaraz przejdzie…  Po przekroczeniu granicy i około 50 kilometrach jazdy dopadła nas ulewa na autostradzie i na gumy było za późno. Kolejne 190 km do Egeru przejechaliśmy już kompletnie przemoczeni, ale jak zawsze twardzi. Eger to przyjemne podsumowanie naszego wyjazdu. Nad urokliwym miasteczkiem w większości o niskiej zabudowie góruje nieźle zachowany zamek warowny, z którego rozchodzi się widok na piękną panoramę miasta i otaczające go winnice. Po krótkich negocjacjach udało nam się wynająć od przemiłej babci domek za 50 Euro w odległości 200 m od głównej alei z niezliczoną ilością piwniczek. Rano następnego dnia po podsuszeniu naszych kurtek założyliśmy gumy i już do samego domu podróżowaliśmy w deszczu. Ostatnie 390 km mimo, iż w fatalnych warunkach pokonujemy zadziwiająco sprawnie i już na 14.00 jesteśmy w domu. Do domu zawsze jakoś szybciej.

Podsumowując naszą wyprawę, dochodzimy do wniosku, że Mołdawia to nie jest kraj dla przeciętnego turysty. Nie spotkamy tam zbyt wielu atrakcji turystycznych ani rozbudowanej infrastruktury turystycznej. Pomimo tego mentalność i otwartość ludzi zachęca do poznania tego państwa. Wszyscy mieszkańcy mówią po rosyjsku i są ciekawi świata, choć sami w większości nigdy nie opuścili własnych miejscowości. Niestety ich ewidentnie prorosyjskie poglądy zamykają marzenia o wspólnej Europie.

Plan trasy:

 

Dzień Nocleg km uwagi
600
1 Piątek Tarnopol
350 promem
2 Sobota Soroki zamek
160
3 Niedziela Cricovia podziemne winiarnie
350 granica
4 Poniedziałek Delta dunaju
5 Wtorek wolne zwiedzanie delty Dunaju
6 Sroda 440
Transfogarska dojazd do trasy
7 Czwartek 400
transalpina nocleg w sibiu
8 Piątek 400
wąwóz bizac
9 Sobota 400
Miskolc
10 Niedziela 350
Skoczów
Razem 3450

 

 


Pokaż Moldawia – Rumunia 2014 na większej mapie

Komentarze są wyłączone.