WALIM-2008

Nasza pierwsza ucieczka, od której wszytko się zaczęło(1).

Tego dnia uśmiechy nie nikną z naszych twarzy, cieszymy się jak szesnastolatki, bo pierwszy raz możemy nie wrócić na noc do domu. Naszym celem osławiony przez P. Wołoszańskiego http://www.woloszanski.com/ tajemniczy kompleks podziemny „Raise” w masywie Włodarza.

Czym prędzej odpalamy więc maszyny i ile fabryka dała i Kodeks drogowy pozwala, mkniemy w stronę Gór Sowich. Drogami południowej polski zmierzamy w stronę Walimia,  w którym znajduje się jeden z kilku obiektów kompleksu. Widokowa trasa prowadzi serpentynami Gór sowich, wybudowanymi jeszcze przed II wojną światową. Króluje kostka brukowa, więc odpuszczamy manetki, aby podziwiać piękną okolicę.

Meldujemy się w jedynym pensjonacie w Walimiu.

Okazuje się że w miasteczku odbywa się runda RSMP w związku z czym dzielimy parking z potężnymi maszynami terenowymi. Wieczorem pensjonat pustoszeje, bo tego dnia zaplanowano etap nocny. Koledzy samochodzierze zapraszają nas na kibicowanie, ale my jesteśmy zmęczeni i decydujemy się na kolację na miejscu. Ponieważ pogoda się psuje i zaczyna padać, negocjujemy z miłym właścicielem wprowadzenie motocykli pod dach, czyli dokładnie do sali weselnej.

w2

Na miejscu okazuje się że Walim jest pięknie położoną, lecz mocno zaniedbaną miejscowością. Największą brzydotą porażają zdewastowane ruiny „Fabryki Ręczników”

w3

Ranek wita nas mgłą i drobną mżawką. Mając nadzieję że pogoda polepszy się, punktualnie o 09:00 zjawiamy się pod Muzeum Sztolni Walimskich.
http://www.sztolnie.pl

Okazuje się że jesteśmy jedynymi chętnymi na zwiedzanie. Bardzo nam to pasuje, bo dzięki temu wdajemy się w miłą i otwartą pogawędkę z przewodnikiem. Opowiada wiele ciekawostek, które niekoniecznie obejmuje program zwiedzania. Potwierdza się fakt, że niewiele wiadomo o tym projekcie Hitlera. Hipotez jest wiele, fabryka rakiet V2, kwatera główna Hitlera.  Wiadomo tylko tyle, że strona niemiecka nie śpieszy się z odtajnieniem akt dotyczących tej sprawy. Przewodnik, z którymi
rozmawiamy, sugerują również, że istnieje „odgórna” presja władz lokalnych, aby nie prowadzić badań mogących choć w części rozwiać tajemnicę kompleksu „Reise”.

w4
Wczesnym popołudniem rozpoczynamy powrót do domu. Niestety pada i pierwsza część trasy to istna walka o życie. Pogoda poprawia się dopiero od Paczkowa. Mocno zmęczeni szczęśliwie wracamy do stęsknionych żon, ale obiecujemy sobie że kiedyś wrócimy w to miejsce…

Przejechaliśmy około 500km.

Na marginesie:

(1) Pierwsze zdanie na tej stronie to w sumie niezupełnie prawda. Przed tą „ucieczką” było wiele wyjazdów: popołudniowych, poł-dniowych, całodniowych.

Tutaj opisaliśmy „ucieczki” co najmniej 2 dniowe. W międzyczasie zwiedzaliśmy Jurę, okrążaliśmy Trójstyk, piliśmy kawę na rynku w Krakowie. Jeździliśmy na rozpoczęcia sezonów w Bielsku, Cieszynie, braliśmy udział w Skoczowskich dożynkach(?!).  Do tego trzeba doliczyć pewnie już kilkaset godzin, planowania wyjazdów, wytyczania tras, załatwiania dokumentów i przygotowań naszych motocyklów.

A przede wszystkim negocjacji z rodzinami, bez których „ucieczki” nie były by „ucieczkami”. Wielkie dzięki dla nich!!!

Komentarze są wyłączone.